sobota, 9 września 2017

Yagnie zdarzało się czuć pustkę...


Yagnie zdarzało się czuć pustkę jednak nigdy tak jak tamtego poranka. Powinna być smutna. Jej ojca należało się choć trochę tęsknoty. Lecz nie było jej przykro, ani nawet zimno, pomimo że siedziała w koszuli nocnej na tarasie.
Dopalała różane cygaro oparta o kamienne rzeźby tarasu, gdy usłyszała za sobą skrzypienie drzwi tarasowych. Gdyby ojciec żył, może i by je zgasiła, niechętna do kolejnej sprzeczki. Jednak jego już nie było.
Macocha odchrząknęła, a Yagna omal nie skrzywiła się na dźwięk jej głosu. Tyle, że jej matka od zawsze powtarzała, że krzywienie się było domeną starszych pań z lepszej części miasta. A Yagna nie zamierzała dawać nikomu tej satysfakcji.
-Wróć do środka. Przeziębisz się. - oznajmiła sucho ciotka. Jej twarz była chłodna i napięta, jak każdego innego poranka, zanim młoda magnatka uciekała w miasto, bądź do lasu.
,,No tak. Łzy okaże dopiero na pogrzebie.'' - zakpiła Neervi.Yagna zgasiła cygaro o parkiet werandy i wstała. Dziewczyna minęła macochę, która wpatrywała się pusto w przestrzeń.
-Bądź na pogrzebie. - kazała, a bardziej poprosiła słabszym głosem.
Yagna omal nie zatrzymała się osłupiała. Jednak chwilę potem prychnęła, czując się tak głupia, tak jak powinni się czuć ci wszyscy, którzy wierzyli tamtej wywłoce....
***

Suknia córki nieboszczyka nie odsłaniała dekoltu, ani długich nóg, tak jak lubiła jej właścicielka. Była koronkową, przylegającą i skromna jak na Yagnę, w odcieniach ciemnej zieleni - kolorów Neervi.  Dziewczyna oglądała się w lustrze z pewną rezerwą, jak za każdym razem, gdy patrzyła na siebie będąc w rodowych szatach.
To nie była ona.
Jej włosy powinny być rozczochrane i mokre, a nie związane w ścisły warkocz. Usta, gustujące we wrzaskach, oraz głośnym śmiechu, pozostawały ściśnięte i milczące. Nawet jej ukochane rogi, zostały zakryte żałobnymi kwiatami. Ten jeden dzień w życiu postanowiła ustąpić macosze. Wiedziała, że tylko w ten sposób, uda się jej stąd wydostać, zaraz po ceremonii. Wtedy tamta nie będzie mieć powodu, aby wchodzić jej w drogę.
Patrzyła tak na siebie, aż rozległy się dzwony, które zbudziły ją z martwicy.

***
Po odczytaniu osiągnięć Tyrona Witolda Nerviego przyszedł czas na palenie ciała.
Czując swąd jego córka myślała o czasach, w których ojciec prawie ją wychowywał. O momentach, w których opowiadał jej o tym co było przed Miastem. O mądrych ludziach, którzy je stworzyli.
Kłamał. W praktyce, to nawet teraz czuła swąd jego kłamstw.
Ollown Abb nie założyli ludzie. Tak naprawdę to nawet ich tutaj nie było, gdy zbuntowany kawałek lądu odłączył się od reszty świata.
Gdyby nie matka, Yagna nigdy nie dowiedziałaby się prawdy. Dziewczyna wciąż ją kochała, i wierzyła w możliwość uratowania jej, choć wiedziała, że tamta tego nie chce.
Jej przemyślenia przerwał czyiś głos.
-Współczuję ci straty. - oznajmił ktoś. Milorn patrzył na nią pobłażliwe. Ciemne oczy emanowały spokojem i dostojnością. Był wyprostowany, i pełen królewskości w tych swoich ciemnoczerwonych szatach.
-Niby czego? - burknęła.
-Yagna... - zaczął, jednak dziewczyna nie dała mu skończyć.
Ludzie patrzyli. Robił to pod publikę. Przynajmniej tak o nim myślała.
-Nie zaczynaj ze mną.- warknęła. - Nie jestem twoją kukiełką. Nie zależy ci na mnie.
Milorn rozejrzał się, patrząc na ludzi wokół nich, a ci natychmiastowo odwrócili wzrok. Chłopak zbliżył się do niej.
-Mówisz, że nie może mi na tobie zależeć. Ale ja cię znam. Wiem, że kochasz wiosenne kwiaty, nawet jeśli insynujesz, że jesteś na nie uczulona. Masz słabość do zwierząt, i od zawsze chciałaś mieć własną wydrę. Uwielbiasz lepić śnieżki. Masz uczulenie na dzikie jagody, ale i tak jadasz je po kryjomu. Zawsze potem dostajesz wysypki na lewej stronie szyi. Wciąż nosisz po sobie sztylet swojego dziadka - tu wsunął mi rękę w kieszeń. - Nawet, jeśli groziłaby ci za to kara śmierci.
Dziewczyna przez moment poczuła się zszokowana, by zaraz potem odsunąć się na bezpieczną odległość.
-Nie podchodź do mnie więcej. - warknęła z obrzydzeniem.
Książę poczuł się głupio, i zapragnął ją przeprosić. Znowu zawiódł samego siebie, nie umiejąc jej do siebie przekonać.
Ku jego większej rozpaczy, Yagna obróciła się na pięcie i opuściła cerkwie, zanim zdążył się odezwać.